Co może wzmocnić naszą motywację?
W moim przypadku nagroda. Narazie wyznaczyłam jedną:) Coś co zawsze chciałam sobie kupić:)
A co może spotęgować naszą motywację? Wycieczka! Bilety zakupione, przewodnik zamówiony, a w październiku i listopadzie- 6 DNI W MADRYCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:)
The New Beginning
“Twenty years from now you will be more disappointed by the things that you didn't do than by the ones you did do. So throw off the bowlines. Sail away from the safe harbor. Catch the trade winds in your sails. Explore. Dream. Discover.” Mark Twain
środa, 28 sierpnia 2013
niedziela, 18 sierpnia 2013
nawyki, nawyki, nowe nawyki.
Wypracowanie nowych nawyków wymaga czasu. Zastępujemy nimi najczęściej te, których nie lubimy, czy też zaczynają nam przeszkadzać.
Ja spotkałam się z teorią, że do wypracowania nowego nawyku potrzeba 30 dni. Powinnam pewnie skupić się na jednym celu, który chcę osiągnąć, ale przecież nie jestem mięczakiem, a to co mnie do tej pory nie zabiło jedynie mnie wzmocniło.
tak więc nowe nawyki:
1. Chodzenie spać najpóźniej o godzinie 0.00
2. Pobudka o godzinie 6.00.
3. Do 18 listopada nie jem słodyczy i piję jedną kawę dziennie (jedynie w drodze wyjątku 2 kawa)
3, 2, 1 GO!!!!!!!!!!
czwartek, 1 sierpnia 2013
Rzeczywistość, czyli o tym jak życie weryfikuje nasze marzenia
25 rok życia
To miał być ten magiczny
czas kiedy powinnam być szczęśliwie zakochana, planować swój ślub i rodzinę.
Życie zawodowe miało być już w tym wieku poukładane, zarabiane pieniądze miały mi pozwolić na realizowanie
swoich marzeń, podróżowanie, szeroko pojętą samodzielność mieszkaniową. Świat
miał leżeć u mych stóp.
Tak dosłownie wyobrażałam sobie
ten wiek będąc jeszcze nastolatką. Wiem,
wiem, trochę to infantylne, ale na swoją obronę mogę powiedzieć, że tak wyglądały moje marzenia. Marzenia rysowane kreską romantycznych książek, filmów i czasami zbyt dużą ilością
obejrzanych seriali.
A jaka jest rzeczywistość?
Mężczyzny brak, tak więc
perspektywa ślubu i dzieci w zasadzie jest mi odległa.
Zawodowo zaczynam
dopiero sobie radzić, ale myślę, że stabilizację i doświadczenie pozwalające mi
na pewne poczucie się w wykonywanym zawodzie osiągnę przy dobrych wiatrach
najwcześniej za 2-3 lata.
Mieszkanie? Wszyscy wiemy jak jest, na pomoc rodziców
nie mam co liczyć więc kupno własnych 4 kątów na pewno zostanie odłożone na
później.
Realizowanie marzeń? Podróżowanie? Dopiero teraz, po studiach, zaczynam naprawdę
żyć, planować dalekie wojaże. Wcześniej skupiałam się przecież na tym jak wiązać koniec
z końcem i nie zwariować studiując dziennie i jednocześnie pracując na cały etat w trybie zmianowym. I sumie wiem, że to wymówka, ale zawsze brakowało mi odwagi do podejmowania szalonych decyzji, wiedząc, że finansowo, mogę liczyć tylko na siebie. Pozostawałam więc w strefie własnego komfortu
I nie, to nie jest tak, że
narzekam. Bynajmniej. Doceniam to co do tej pory udało mi się osiągnąć. Ale
ciągle chcę przeć do przodu. Ulepszać, realizować siebie, osiągnąć to co sobie
kiedyś zaplanowałam.
Zatem najwyższy czas skupić się na teraźniejszości.
Niedługo, minie 26 lat mojego życia, więc trzeba troszkę podgonić. Niewiele uda mi się zmienić w ciągu 3 miesięcy. Ale coś zawsze.
Nawyki, to jest to od czego zacznę, ale o tym potem.
I tak refleksyjnie mi się
zrobiło, i tak trochę nostalgicznie. Czyżby łapała mnie w swoje sidła dojrzałość?
środa, 24 lipca 2013
Home Made Sushi
W końcu udało mi się razem z najbliższymi koleżankami
urządzić wieczór sushi. Pierwsze starcie z tą tradycyjną japońską potrawą
uważam za zdecydowanie udane.
Na dobrą sprawę udało nam się przygotować jedynie maki-sushi,
czyli ryż zaprawiony octem ryżowym zawinięty w płatki nori. Odwrócone maki
okazały się już być nie lada wyzwaniem, do pokonania w następnym starciu.
Do środka dodawałyśmy w kolejnych wersjach:
- Serek Śmietankowy (serek filadelfia zastąpiłyśmy serkiem śmietankowym Piątnica), ogórek, surimi
- Łosoś, ogórek, czarny sezam
- Łosoś, ogórek, serek Filadelfia, czarny sezam
- Surimi, avocado, ogórek
Do wszystkich jako dodatek podałyśmy wasabi i oczywiście sos
sojowy.
Mała próbka:
Muszę przyznać, że samodzielne przygotowanie sushi sprawia
niesamowitą radość, a jak już wszystkie się nimi zajadałyśmy, satysfakcję nie
do opisania.
Doświadczenie zdecydowanie
do powtórzeniaJ
wtorek, 23 lipca 2013
Powrót!
W ostatnim czasie troszkę zaczęłam odbiegać od koncepcji
mojego bloga.
Miały być zmiany, zaczęło być niezmiennie tak samo.
Miało się coś dziać, zaczęło być nudno.
Miałam osiągać swoje cele, spoczęłam na laurach.
Brak działania, tak z całą pewnością mogę określić moje
ostatnie poczynania, a w zasadzie ich
brak.
Więc co teraz ? Od
czego zacząć.
Sytuacja aktualnie wygląda tak:
- mam kontuzję, jestem uziemiona w domu, co wiąże się z niemożnością trenowania, niemożnością wychodzenia do ludzi,
poniekąd zawieszeniu wszystkiego,
- plan dietowy umarł- jak jestem za długo w domu to jem, jem
i jem,
- życie towarzyskie też umiera- mogę liczyć tylko na
odwiedziny znajomych, sama natomiast nie
mogę nigdzie wyjść,
Więc co mogę?
Zacząć planować i porządkować!
niedziela, 21 lipca 2013
Przerwa, przerwa i po przerwie...
Długa przerwa za mną. Nie
pisałam, nie zaglądałam. A wydarzyło się dużo.
Pierwszy festiwal za mną. Nie
mogę niestety powiedzieć, że ilość koncertów, które miałam przyjemność oglądać
jest znacząca. Więcej czasu pochłonęło naszej festiwalowej ekipie przemierzanie
terenu Opener’a, picie piwa i czasami robienie naprawdę dziwnych rzeczy. Mój
słownik został powiększony z całą
pewnością o całą masę neologizmów. Nie da się ukryć, że w słowotwórstwie
byliśmy mistrzami. Ale nie żałuję ani jednej minuty. Następnym razem, zapewne będę dążyła do większego koncertowego natężenia, ale czas festiwalu był dla mnie wakacjami, okresem kiedy zapomniałam o wszystkich troskach, zmartwieniach, był totalnym odpoczynkiem.
Koncert Rihanny- kolejny z punktów na mojej liście, to poniekąd rozczarowanie. Nie spodziewałam się
na nim co prawda fajerwerków, ale show,
który miałam wątpliwą przyjemność oglądać w mojej prywatnej ocenie, umieszczam
gdzieś w okolicy koncertów disco polo, w których zdarzyło mi się brać udział
jeszcze w gimnazjum. Kompletny brak profesjonalizmu, czyli spóźnienie o ponad godzinę, połowa piosenek odegrana z playbacku, słaby taniec, brzydki strój, to z całą pewnością określenia które kojarzą mi się z koncertem.
Niepowodzeniem okazała się również moja
chęć uczestniczenia w wydarzeniu- Zumba pod chmurką ( jak to zostało szumnie przeze mnie nazwane). W piątek przed planowanym Maratonem, miałam
mały wypadek. Wypadek, który znowu wykluczył mnie z treningów, wypadek będący absurdalnym przypadkiem.
Mam nadzieję, że realizacja kolejnych punktów mojej listy będzie bardziej owocna. A na pocieszenie piękny widok, który udało mi się uchwycić.
piątek, 5 lipca 2013
Do whatever you want?
Ja,
niezależna, samodzielna, czasami bezkompromisowa, dałam zawinąć sobie wokół
szyi pętlę pozorów. Dałam przyodziać się w maskę, którą coraz rzadziej zdejmuję. Przestaję robić rzeczy, które chcę robić, przestaję być sobą, gubię się...
Czy zaczynam już być tylko pionkiem ludzi, którzy znajdują
się wokół mnie? Czasami zapędzam się tak daleko, że przestaję być sobą… Uduszę
się czy uwolnię?
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)

