Długa przerwa za mną. Nie
pisałam, nie zaglądałam. A wydarzyło się dużo.
Pierwszy festiwal za mną. Nie
mogę niestety powiedzieć, że ilość koncertów, które miałam przyjemność oglądać
jest znacząca. Więcej czasu pochłonęło naszej festiwalowej ekipie przemierzanie
terenu Opener’a, picie piwa i czasami robienie naprawdę dziwnych rzeczy. Mój
słownik został powiększony z całą
pewnością o całą masę neologizmów. Nie da się ukryć, że w słowotwórstwie
byliśmy mistrzami. Ale nie żałuję ani jednej minuty. Następnym razem, zapewne będę dążyła do większego koncertowego natężenia, ale czas festiwalu był dla mnie wakacjami, okresem kiedy zapomniałam o wszystkich troskach, zmartwieniach, był totalnym odpoczynkiem.
Koncert Rihanny- kolejny z punktów na mojej liście, to poniekąd rozczarowanie. Nie spodziewałam się
na nim co prawda fajerwerków, ale show,
który miałam wątpliwą przyjemność oglądać w mojej prywatnej ocenie, umieszczam
gdzieś w okolicy koncertów disco polo, w których zdarzyło mi się brać udział
jeszcze w gimnazjum. Kompletny brak profesjonalizmu, czyli spóźnienie o ponad godzinę, połowa piosenek odegrana z playbacku, słaby taniec, brzydki strój, to z całą pewnością określenia które kojarzą mi się z koncertem.
Niepowodzeniem okazała się również moja
chęć uczestniczenia w wydarzeniu- Zumba pod chmurką ( jak to zostało szumnie przeze mnie nazwane). W piątek przed planowanym Maratonem, miałam
mały wypadek. Wypadek, który znowu wykluczył mnie z treningów, wypadek będący absurdalnym przypadkiem.
Mam nadzieję, że realizacja kolejnych punktów mojej listy będzie bardziej owocna. A na pocieszenie piękny widok, który udało mi się uchwycić.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz