I stało się, długo wyczekiwany koncert jest już tylko
wspomnieniem. Nie da się ukryć, że zdecydowanie, artystycznie, był to jeden z
lepszych koncertów w jakich miałam
przyjemność uczestniczyć. Jednak nie mogę powiedzieć, że będę wspominać go
jedynie pozytywnie.
O
nagłośnieniu na Orange Warsaw Festival słyszało się dużo. Dużo i źle. Niestety
koncert na stadionie nie poprawił jakości odbieranego i dźwięku i już na
koncercie Basemant Jaxx okazało się, że krążące opinie są niestety prawdą. Na
szczęście dźwiękowcy troszkę popracowali i już o 23.00 okazało się ,że jest
zdecydowanie lepiej. Nie rewelacyjnie ale na pewno było wyraźniej. Nie zmienia to
jednak faktu, że słów, które wypowiadała Beyonce trzeba się domyślać. W sumie
do dzisiaj nie wiem, czy powiedziała, że jeszcze przyjedzie, czy może że nie
pojawi się wcale.
Położenie sceny też pozostawia
wiele do życzenia. Dopiero, kiedy Beyonce usiadła na fortepianie mogłam
spokojnie ją widzieć. Wygląda na to, że wystarczyłoby ustawić scenę pół metra
wyżej i każdy widz, nawet stojący na płycie gdzieś na szarym końcu miałby okazję zobaczyć chociaż mały
poruszający się punkt ( w sumie dopiero w momencie kiedy pół koncertu stałam na
palcach zwróciłam uwagę , że może jednak jest jakiś sens przychodzenia na
koncert w 10 cm szpilkach).
Organizatorzy
Orange Warsaw Festival nie pomyśleli też o kontroli nad przepływem osób między
płytą a trybunami. Panował tam jeden wielki chaos. Osoby, które miały bilety wykupione na płytę mogły
swobodnie wejść na trybunę i z tamtego miejsca oglądać koncert, co z pewnością
było jawną niesprawiedliwością, bilety na trybunę były droższe, co więcej widz
siedzący obserwujący koncert właśnie z trybun powinien mieć większy komfort
oglądania.
Tyle o
koncercie.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz