środa, 24 lipca 2013

Home Made Sushi

W końcu udało mi się razem z najbliższymi koleżankami urządzić wieczór sushi. Pierwsze starcie z tą tradycyjną japońską potrawą uważam za zdecydowanie udane.
Na dobrą sprawę udało nam się przygotować jedynie maki-sushi, czyli ryż zaprawiony octem ryżowym zawinięty w płatki nori.  Odwrócone maki okazały się już być nie lada wyzwaniem, do pokonania w następnym starciu.
Do środka dodawałyśmy w kolejnych wersjach:  
  1. Serek Śmietankowy (serek filadelfia zastąpiłyśmy serkiem śmietankowym Piątnica), ogórek, surimi
  2.  Łosoś, ogórek, czarny sezam
  3.   Łosoś, ogórek, serek Filadelfia, czarny sezam
  4. Surimi, avocado, ogórek


Do wszystkich jako dodatek podałyśmy wasabi i oczywiście sos sojowy.

Mała próbka:



Muszę przyznać, że samodzielne przygotowanie sushi sprawia niesamowitą radość, a jak już wszystkie się nimi zajadałyśmy, satysfakcję nie do opisania. 

Doświadczenie  zdecydowanie do powtórzeniaJ

wtorek, 23 lipca 2013

Powrót!

W ostatnim czasie troszkę zaczęłam odbiegać od koncepcji mojego bloga.

Miały być zmiany, zaczęło być niezmiennie tak samo.
Miało się coś dziać, zaczęło być nudno.
Miałam osiągać swoje cele, spoczęłam na laurach.

Brak działania, tak z całą pewnością mogę określić moje ostatnie poczynania, a w  zasadzie ich brak.

Więc co teraz ? Od czego zacząć.

Sytuacja aktualnie wygląda tak:
- mam kontuzję, jestem uziemiona w domu, co wiąże się z niemożnością trenowania, niemożnością wychodzenia do ludzi, poniekąd zawieszeniu wszystkiego,
- plan dietowy umarł- jak jestem za długo w domu to jem, jem i jem,
- życie towarzyskie też umiera- mogę liczyć tylko na odwiedziny znajomych, sama natomiast  nie mogę nigdzie wyjść,

Więc co mogę?

Zacząć planować i porządkować!

Plan odgrzybianie (ogaranianie siebie, mojego otoczenia, wszystkich aspektów mojego życia)
MODE ON!

niedziela, 21 lipca 2013

Przerwa, przerwa i po przerwie...

Długa przerwa za mną. Nie pisałam, nie zaglądałam. A wydarzyło się dużo.

Pierwszy festiwal za mną. Nie mogę niestety powiedzieć, że ilość koncertów, które miałam przyjemność oglądać jest znacząca. Więcej czasu pochłonęło naszej festiwalowej ekipie przemierzanie terenu Opener’a, picie piwa i czasami robienie naprawdę dziwnych rzeczy. Mój słownik został powiększony  z całą pewnością o całą masę neologizmów. Nie da się ukryć, że w słowotwórstwie byliśmy mistrzami. Ale nie żałuję ani jednej minuty. Następnym razem, zapewne będę dążyła do większego koncertowego natężenia, ale czas festiwalu był dla mnie wakacjami, okresem kiedy zapomniałam o wszystkich troskach, zmartwieniach, był totalnym odpoczynkiem.
Koncert Rihanny- kolejny z punktów na mojej liście, to poniekąd rozczarowanie.  Nie spodziewałam się na nim co prawda fajerwerków, ale show, który miałam wątpliwą przyjemność oglądać w mojej prywatnej ocenie, umieszczam gdzieś w okolicy koncertów disco polo, w których zdarzyło mi się brać udział jeszcze w gimnazjum. Kompletny brak profesjonalizmu, czyli spóźnienie o ponad godzinę, połowa piosenek odegrana z playbacku, słaby taniec, brzydki strój, to z całą pewnością określenia które kojarzą mi się z koncertem. 
Niepowodzeniem okazała się również  moja chęć uczestniczenia w wydarzeniu- Zumba pod chmurką ( jak to zostało szumnie przeze mnie nazwane). W piątek przed planowanym Maratonem, miałam mały wypadek. Wypadek, który znowu wykluczył mnie z treningów, wypadek będący absurdalnym przypadkiem. 
Mam nadzieję, że realizacja kolejnych punktów mojej listy będzie bardziej owocna. A na pocieszenie piękny widok, który udało mi się uchwycić.



piątek, 5 lipca 2013

Do whatever you want?

Ja, niezależna, samodzielna, czasami bezkompromisowa, dałam zawinąć sobie wokół szyi pętlę pozorów. Dałam przyodziać się w maskę, którą coraz rzadziej zdejmuję. Przestaję robić rzeczy, które chcę robić, przestaję być sobą, gubię się...


Czy zaczynam już być tylko pionkiem ludzi, którzy znajdują się wokół mnie? Czasami zapędzam się tak daleko, że przestaję być sobą… Uduszę się czy uwolnię?